poniedziałek, 5 czerwca 2017

"Magia olewania" Sarah Knight

TYTUŁ: Magia olewania
AUTOR: Sarah Knight
ILOŚĆ STRON: 206
WYDAWNICTWO: Muza
TŁUMACZENIE: Magdalena Macińska
DATA WYDANIA: 15.03.2017

Za egzemplarz recenzencki tej książki dziękuję Business&Culture



Magia olewania jest książką dla tych wszystkich, którzy pracują za dużo, za mało wolnych chwil spędzają na rozrywce i nigdy nie mają wystarczająco dużo czasu dla ludzi i spraw, które naprawdę ich uszczęśliwiają. 
Dzięki tej książce dowiesz się:·      
Dlaczego przejmowanie się tym, co pomyślą inni jest twoim najgorszym wrogiem i jak przestać to robić.    
Jakie są proste kryteria oddzielania tego, czym powinniśmy się przejmować od tego, czym nie warto zaprzątać sobie głowy.·       
Jak praktykować sztukę nieprzejmowania się nieistotnymi rzeczami i prośbami oraz nielubianymi ludźmi, nie zachowując się jednocześnie w sposób bezduszny i lekceważący.·       
Jak opanować sztukę mówienia „nie” rzeczom nieważnym, co doprowadzi do zmiany twojego życia.
I o wiele więcej!  





Sam tytuł, opis, a także szum, jak zrobił się wokół tej książki skłonił mnie do sięgnięcia po nią. Zawsze uważałam, że za bardzo się wszystkim przejmuję, biorę wszystko do siebie, chociaż wiecie co? Autorce chyba chodziło o zupełnie inne sprawy, które należy olać. Niedawno zdałam sobie sprawę, jak wiele rzeczy olewam i że coraz częściej przestaję się przejmować rzeczami mało istotnymi. Jednak autorka przedstawia w tej książce niesamowicie dziwne dla mnie priorytety. Olać szefa? Olać rodzinę? Olać pracę? Czy to w ogóle jest możliwe? Po przeczytaniu tego poradnika, udało mi się poniekąd wyrobić opinię o książce, która wydawała się być taka obiecująca…
Gdy tylko książka do mnie dotarła, z zapałem przeczytałam opis z tyłu, dołączoną kartkę, która mówiła, że dzięki niej będę miała więcej czasu na rzeczy, które lubię, że będę czuć się po niej lepiej. Zaczęłam czytać pierwsze strony i szczerze mówiąc na tym chciałam poprzestać. Chociaż na początku pogrubienie najważniejszych zdań, a także gdzieniegdzie wstawione wykresy, tabelki itd. wydawały mi się ułatwiać czytanie, tak szybko się zorientowałam, że… ta książka mnie po prostu męczy. 

Język niby prosty, ale autorka jakby na siłę chciała się popisać swoją wiedzą czy znajomością bardziej skomplikowanych słów czy rzeczy, do których porównywała pokazywane przez nią przykłady. Często po przeczytaniu strony, nie miałam pojęcia, o czym ona była. A wracając do niej po chwili, miałam wrażenie, że zdania, które przecież kilka sekund temu skończyłam czytać, widzę pierwszy raz na oczy. 

Niezwykle mnie irytował fakt (chociaż jestem czytelniczką płci żeńskiej), że autorka zwracała się do czytelników w taki sposób, jakby miały prawo sięgnąć po jej książkę tylko i wyłącznie kobiety. Zrozumiałabym, gdyby to była książka o modzie, kosmetykach, czymkolwiek z szeregu bardziej typowo damskich spraw, ale to nie należy w żadnym stopniu do tych rzeczy. Czy faceci już się zupełnie niczym nie przejmują? Pozostawię to bez większego komentarza, chociaż korci mnie, żeby wspomnieć tu o czymś takim, jak różnice w charakterach. O czym swoją drogą autorka chyba często zapominała.

Niektóre rady, które otrzymywaliśmy w tym poradniku zupełnie odbiegały od rzeczywistości. Może tam, gdzie żyje autorka praca nie jest niezbędna do przeżycia, może jej pensje są tak wysokie, że bez problemu może sobie pozwolić na totalne olanie szefa i roczną przerwę zawodową w poszukiwaniu nowego stanowiska. Jednak dla niektórych osób olanie szefa równa się zwolnieniu, a zwolnienie równa się totalnej katastrofie. Czy w takiej sytuacji autorce także byłoby obojętne to, żeby bez mrugnięcia okiem zbuntować się przeciw osobie, od której zależy to, czy dalej będzie się znajdować na tej posadzie?

Mogłabym się teraz rozwodzić nad wieloma tego typu przykładami, ale tu nie o nie chodzi, ale o samo wykonanie i odbiór książki. Słysząc wszędzie, niczym dudniące echo, tytuł „Magia olewania” byłam przekonana, że ludzie się nią zachwycają. Dzisiaj, już po jej przeczytaniu weszłam na lubimyczytac.pl i co się okazało? Że oceny wcale takie rewelacyjne nie są. I powiem tak, moja ocena, wcale nie podwyższy średniej w tej kwestii. 

Według mnie książka ta jest o wiele lepiej promowana przez media, niż faktycznie powinna. Szczerze mówiąc, jedyne co miałam ochotę olać podczas czytania tego poradnika, to była właśnie „Magia olewania”. Miałam ochotę ją zamknąć i szczerze mówiąc, pewnie nawet by mnie za bardzo nie korciło, żeby ją dokończyć. Niestety jest to już kolejny poradnik, który mnie nie zachwycił. Być może kiedyś trafię na taki, do którego z chęcią będę wracać. Na chwilę obecną czuję, że muszę powrócić do czytania typowych powieści, a tego typu pozycje na jakiś czas odstawić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz